poniedziałek, 20 czerwca 2016

Czas sie zatrzymał...

***
-Stefano-nie wiem jak ochronić przed ta wariatką Meg. Może powinienem ja przemienić wtedy była by bezpieczna-spekulował brunet..
-zmieniając ja wbrew jej woli znienawidzi cie, będzie ja trzymać przy tobie tylko wieź krwi-dokończył blondyn odstawiając szklaneczkę whisky
-chcesz krwi?-idę do piwnicy po dwa woreczki-zapytał Damon z szyderczym uśmiechem na ustach
-nie kpij Damon-wycedził i dodał po chwili- wiesz ze twojego auta nie ma na parkingu- wziął swoje kluczyki i wyszedł ale brunet niewiele sie tym przejął był zbyt głodny i  chciał sie posilić w spokoju przy drugiej paczce krwi wysłał sondę do pokoju ale nie wyczuł nic..
-cholera-wysyczał i wybiegł z domu
***
W międzyczasie blondyna dojechała do mostu i wysiadła z auta widząc przyjaciółkę i Bonny.
-Cześć co tu robicie? Jak wrażenia po imprezie?-zapytała z spokojem jednak pozostawała spięta wiedząc co Bonny o niej sądzi
-dobrze chociaż mogło być lepiej-wycedziła czarownica wyraźnie na coś lub kogoś czekała-o już jest mogę zaczynać- z oddali było widać sylwetkę Damona idącą w ich stronę.
Nagle niebo poczerniało,zerwał się wiatr a wraz z nim rzęsisty deszcz Bonnie zaczęła szeptać magiczne formuły i wokoło jej rywalki powstawały kręgi i magiczna bariera oddzielająca ja od przyjaciół. Meg przerażona zdolnościami dziewczyny z każdą minutą słabła a gdy upadła na kolana usłyszała w powietrzu śmiech i słowa -nie zabierzesz mi go to mój wampir,wszystko popsułaś ty nikczemna ladacznico! on jest mój DAMON jest mój!-powtarzała czarownica jednak i ona nie była wystarczająco silna by w nieskończoność kontrolować to co otaczało ja i jej rywalkę wiec postanowiła zepchnąć ja do rzeki i po prostu odejść, pozwolić rzece ja wykończyć... Caroline i Damon stali w osłupieniu, nie słyszeli nic z rozgrywanej przed ich oczami sceny gdy nagle bariera która trzymała ich w miejscu opadła Damon zaślepiony gniewem popędził za oddalającą sie czarownicą , jednak krzyk rozpatrzonej Caroline przywrócił mu rozsądek i w ułamku sekundy skakał w odmęt lodowatej wody by wyciągnąć siną dziewczynę z wody...
-Damon zrób coś ona nie może umrzeć-jęczała blondynka klęcząc obok ciała koleżanki..
-muszę podać jej trochę krwi jednak nie wiem czy nie dokończy to wtedy przemiany- biegnij po Stefano powinien być z Rebekah
Po podaniu krwi nadal była nieprzytomna jednak z sinej jej cera stała sie biała jak porcelana...

***
Damon, powoli wstał i niósł Meg w stronę domu, bał się ale wiedział że nie ma innego wyjścia tylko tam będzie bezpieczna, tam jej pomogą on i Stefano i Rebekah.

***
-daj jej więcej krwi- powiedział Stefano, patrząc na nieruchome ciało dziewczyny
-nie jestem pewny czy to właściwe-westchnął brunet
-nie udawaj, wiem że pragniesz ja zmienić, zrób to zanim będzie za późno, ty albo Rebekah- syknął przez zaciśnięte zęby i wyszedł zostawiając Damona z decyzją.

***
W salonie panowała nerwowa atmosfera, gęstniała z minuty na minutę, bowiem każdy czekał na decyzję. Tymczasem Meg otworzyła oczy, i pierwsze co zobaczyła była uśmiechnięta twarz Damona, w rękach trzymał woreczek z krwią.
-Hej-wyszeptała blondynka
-Witaj wśród żywych- uśmiechnął sie i po chwili dodał- Masz wypij to- podając jej woreczek
Meg wzdrygnęła sie, ale wzięła pierwszy łyk, wtedy poczuła jak wzbierają w niej nowe siły, nowe moce, poczuła władzę. Po chwili poprosiła go o drugi woreczek, odezwała sie dopiero gdy skończyła pić.
-Jestem teraz taka jak Ty?-zapytała nieśmiało,widząc zaskoczenie bruneta zmieszała sie.
-Tak.od kiedy wiesz?-zapytał wstając i udając sie do łazienki, by napuścić wody do wanny.
-już jakiś czas, trochę sie domyśliłam, trochę powiedziała mi Beka, bo któż by inny trzymał w barku na wódkę, krew?-wstała niepewnie, starała sie przypomnieć jak sie tu znalazła ale nie mogła.
-chodź-wyciągnął do niej rękę, gdy go ujęła, on bez ostrzeżenia wciągnął ja do łazienki- Przygotowałem ci kąpiel, tu masz ubrania i bieliznę, mały prezent  ode mnie- poczekam w pokoju.
Rozebrała sie, weszła do wanny i poczuła zapach róż, ten zapach odkąd poznała Damona zawsze z nim utożsamiała, zrelaksowała sie, z rozmyślań wyrwał ją głos Damona.
-Wszystko w porządku?-zapytał
-Tak jest dobrze-odpowiedziała i wyszła z wanny szybko wytarła sie i założyła bieliznę
czarną koronkową  fikuśną ale ładnie wykończoną na to założyła bluzkę bez ramion zapinaną pod samom szyją i jasne jeansy rurki.
-I jak wyglądam?-zapytała widząc osłupienie chłopaka
-trzymaj, wypij jeszcze to i idziemy na dół, czekają na Ciebie-podał jej kolejną porcję krwi,
-dlaczego?-spytała biorąc pierwszy łyk
-są ciekawi czy mnie zabijesz-zaczął żartować zdenerwowany brunet
Wypiła szybciutko wszystko co było, ale uroniła kropelkę, którą szarmancko kciukiem wytarł Damon. Obdarzyła go wielkim uśmiechem i podeszłą bliżej niego, teraz byli równi bowiem szpilki na 10cm obcasie zrównały ich wzrost.
On nie czekał na zaproszenie pocałował ja,a ona rozchyliła zapraszająco wargi, namiętny pocałunek trwał długo i w tym czasie Damon porwał Meg na ręce. Zaskoczona dziewczyna oderwała od niego wargi i spojrzała pytająco.
-cały salon cie opłakuje, trzeba wyprowadzić ich z błędu, na pieszczoty mamy całą wieczność-to powiedziawszy Damon ruszył do drzwi i schodził pewnie trzymając ja w ramionach, czuł słodki ciężar jej głowy opartej o pierś.
-OOOO-słcyhać było okrzyk Caroline i Rebekah
Mężczyźni zgromadzeni w salonie odetchnęli z ulgą.
Damon delikatnie postawił ją i objął w tali, dając tym do zrozumienia że są ze sobą blisko, że należą do siebie.
Pierwsza podeszła Rebekah, przytuliła przyjaciółkę i szepnęła do ucha że sie cieszy. później po kolei każdy ja tulił i okazywał wsparcie, jednak ona najbardziej chciała być w objęciach Damona, łaknęła tylko jego towarzystwa, po chwili jak tylko chłopcy wyszli na patio delektować się szklaneczką Whisky, dziewczyny poszły do kuchni po krew, w jednej chwili Meg ruszyła do drzwi i wyszła na podjazd, poczuła powiew wiatru, nogi same poderwały sie do biegu i ruszyła w głąb lasu okalającego dom, prędkość ją upajała na tyle żeby wzbudzić chęć poznania nowych umiejętności, zwolniła i podeszła do drzewa, uderzyła w korę dłonią i usłyszała huk i już po chwili konar leżał u jej stup.
Na skraju tej polany obserwował ją Eliah, jednak gdy wyczuł w pobliżu siostrę z resztą grupy znikł w ciemności,
***
-Megan?- jesteś niepoprawna, nie mogłaś na nas zaczekać?-strofował ją Stefano
-Stefano nie jestem twoją własnością, nie traktuj mnie jak szczeniaka-syknęła i już była na największym dębie, szybko zauważyła że nie ma Damona, posmutniała,
-Złaź do nas! jak sie Damon tu zjawi będziesz w nie lada kłopotach, jak nic przełoży sie przez kolano i spuści lanie-szydziła z niej Beka
z oddali było słychać krakanie, stawało sie głośniejsze i po chwili na gałęzi obok zmaterializował sie Damon.
-Księżniczko, nieładnie tak opuszczać swojego Pana, ciesze sie że podoba ci sie Twoje nowe ciało i umiejętności, jednak jeszcze wielu rzeczy nie umiesz, nauczę cię wszystkiego, a teraz chodź- wzbił sie w powietrze i poleciał,
Nie musiał czekać długo, Meg zmieniła sie w sokoła i poleciała za nim, nie zwracając nawet uwagi na resztę stojącą pod drzewem.
-kruk i sokół, heh kto by pomyślał,-powiedziała Caroline
-są siebie warci-zawtórowała jej Becka
-Chodźcie idziemy do MG, bo nas wyprzedza- zaproponował Tyler i wszyscy wspólnie udali sie w drogę od baru...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz